sobota, 21 października 2017

10

Fran spodziewał się bardziej, że kiedy w końcu spotkają się na udeptanej ziemi, będzie to bardziej jak mecz towarzyski. albo jedno z tych spotkań emitowanych w telewizji ogólnokrajowej, w którym udział brały gwiazdy. nie miał pojęcia co Barca miałaby robić na takim meczu, ale przytomnie zachował tę uwagę dla siebie. a raczej nie miał wielkiego wyboru, ponieważ stracił czekoladki w drzwiach, kiedy Luis przyparł do niego całym ciałem, nie biorąc jeńców. powinien był z góry założyć, że Barca będzie grała nieczysto, zatem wsunął mężczyźnie język do ust, w tym czasie swoimi dłońmi anektując kolejne terytorium. mięśnie Luisa były cholernie dziełem sztuki i chciał pod niebiosa wychwalać Ernesto Valverde i jego diaboliczne treningi.
nie miał pojęcia, którą bazę zaliczyli jeszcze w korytarzu, ale miał nadzieję wygrać ten mecz. i to niebawem.
– Luis – wychrypiał.
– sypialnia, czekoladki, drzwi – odpowiedział mężczyzna, jakby zbierał całą drużynę swoich szarych komórek do ponownego uderzenia.
– niekoniecznie w tej kolejności – rzucił Fran, ponieważ akurat w najlepszym interesie jego własnego teamu było dotrzeć do innego pomieszczenia niż kuchnia.
z drugiej jednak strony Luis oszukiwał. zmuszał go do gry na przestrzeni, której nie znał. jego wyobraźnia nie miała kiedy zacząć działać, wychwytując mocne i słabe strony mieszkania. seks na kuchennej ladzie mógłby się okazać mało wygodny, ale z drugiej strony znajdował się niedaleko, więc może nie musieliby się przegrupowywać.
na szczęście Luis był cudownym biegaczem i zdążył opanować sytuację z otwartymi drzwiami zanim Fran na dobre złapał oddech. pieprzeni Katalończycy byli o wiele za szybcy, ale na pewno nie zamierzał tego przyznać przy jednym z nich. zatem przyssał się dłońmi do jedynej rzeczy, na którą zwracał uwagę, kiedy widział jednego z członków tej cudownej drużyny i zacisnął dłonie na brzuchu Luisa.
Suárez prychnął.
– powiedziałem ci co jest dobrego w zawodnikach Barcy, ale ty nigdy nie powiedziałeś co jest dobrego w Atletico – przypomniał sobie.
– podoba mi się jak polerujecie swoje piłki – rzucił Luis.
i Fran nie wiedział dokładnie o co chodziło, ale drużyna jego szarych komórek rozpierzchła się momentalnie, zostawiając go z Barcą, która grała teraz kategorycznie nie czysto, spychając go do defensywy. Fran miał tylko nadzieję, że podążają w kierunku sypialni, gdzie mógłby zmienić taktykę gry i pozwolić przeciwnikowi przyszpilić się do miękkiej pościeli. chciał sprawdzić czy te pieprzone mięśnie będą zaciskać się z przyjemności.

o wiele za szybko pierwsza część spotkania zakończyła się. i chyba następowała wymiana koszulek, chociaż nigdy w życiu nie zamierzał tknąć stroju drużynowego Barcy. Luis zresztą nie podawał mu swoich ubrań. skupił się bardziej na rozrzucaniu ich wokół. i może to też były zawody, ponieważ robił to w tempie błyskawicznym. Fran nie pozostał wiele w tyle i kiedy zwarli się ponownie dysproporcja w ich umięśnieniu nie stanowiła problemu. był w końcu podstępny i sarkastyczny, więc obwinął dłoń wokół penisa Luisa, poruszając ręką kilka razy, aż mężczyzna wzdychał w jego szyję. i Fran popchnął go na łóżko, ponieważ Katalończyk rozłożony na łopatki to piłkarz idealny.
– zdajesz sobie sprawę, że cały czas do siebie mówisz? – spytał Luis całkiem poważnie z rękoma ułożonymi pod głową i z tym idiotycznym uśmieszkiem na twarzy.
– uhm, to dlatego przestaliśmy się całować? – zdziwił się.
– yhym. i mam dla ciebie wiadomość. nie ważne kto wygra teraz, proponuje rewanż – rzucił Suárez, ocierając w jego stronę swój interes nieprzypadkowo, kiedy zmniejszał dystans między nimi. – tylko tym razem po tym spotkaniu, pamiętaj jak wygląda moja twarz – dodał ochryple.
– jasne – powiedział półprzytomnie Fran.
niehonorowo było atakować nieprzygotowanego, ale przeciwnik ewidentnie na to liczył. i Fran sekundę później leżał na plecach z większym ciałem przyszpilającym go do łóżka, nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu. i dobrze. chodziło przecież tylko o mięśnie Luisa Suárez, które były jedyną pozytywną rzeczą na temat Barcy. nie zwlekał zatem, ponieważ chwile wahania sprawiały, że całe cesarstwa upadały, a co gorsza Barca wygrywała Ligę Mistrzów. do tego nie powinno się nigdy więcej dopuścić. pokazał więc Luisowi, że jest nie najgorszy w stałych fragmentach gry, ponieważ to przecież był fundament dobrego meczu. i Suárez najwyraźniej doceniał, bo jego twarz schowana była w jego szyi przegryzając i liżąc ją na przemian z palcami w jego dziurce, które rozciągały go z sadystyczną powolnością. ze swojego gardła słyszał te małe dźwięki potwierdzające wyższość Atletico, które miały zapaść Suárezowi głęboko w pamięć. i kiedy w końcu zdecydował się, że należy podbić i zakończyć bawienie się z przeciwnikiem, miał wrażenie, że jednak nie rozplanował zbyt dobrze własnych sił. penis Luisa już wbijał rytm jakby już go pieprzył, a jego dziurka zaciskała się na pieprzonym powietrzu.
– prezerwatywa. – wyjęczał z głową odchyloną do tyłu. był tak wrażliwy, że samo patrzenie na Suáreza zakładającego ją była w stanie doprowadzić do na szczyt. jego tyłek jakby bez własnej woli uniósł się lekko w górę, przyjmując każdy centymetr cholernego Suáreza.
wola walki w nim nie osłabła jednak. to do jasnej cholery była tylko Barca i nie powinien zachowywać się tak, jakby robił to pierwszy raz.
Fran musiał to robić specjalnie, bo Luis rozciągał go jeszcze kilka minut temu i wszystko było jedwabiście gładkie, i na pewno niezaciskające się tak podstępnie.
– Fran – jęknął.
– rusz się – zażądał Fran i ruszył biodrami. – trenerzy przeciwników, ah... rzadko udzielają wskazówek swoim wrogom. – wysapał na co Luis wbił się w niego jeszcze mocniej.
może to jednak nie była do końca tak dobra rada, bo wszystko spięło się w nim na takie wtargnięcie, więc w ramach zemsty ugryzł Luisa w ramię i zacisnął swoje mięśnie na nim tylko bardziej i zaczął się ruszać na jego fiucie. i Luis nie był do końca pewien kto kogo pieprzy. nie wiedział nawet o jakiej bazie mówili, ale może Fran miał przewagę, bo znajdowali się na jego stadionie domowym. gra na terenie przeciwnika zawsze była trudniejsza.
zebrał się w sobie, przegrupowując siły i zmienił nawet zawodników, decydując, że należy się wyprostować i wbić ponownie ze wszystkim co miał, aby rozproszyć przeciwnika. i Fran wydał z siebie podejrzany odgłos sztywniejąc i oddając mu kompletnie prowadzenie. Luis zatem nadał nowe tempo rozgrywce, nie zamierzając odpuścić. tłum jednak skandował, a raczej jeden powalony na kolana przeciwnik, który nagle stał się jego ogromnym fanem. i Luis totalnie rozumiał jak to było zmieniać strony, bo nie widział nic bardziej cudownego niż Fran i jego tyłek.
Fran podejrzewał, że wygrana Atletico w Champions Ligue nie przyćmiłaby jego orgazmu, który zostawił go zszokowanego, spoconego i nadal z otwartymi ustami.
drużyna Barcy zaskakująco ten jeden raz zgadzała się z jego poglądami na tę wyczerpującą rozgrywkę i najwyraźniej mieli spocząć ramię w ramię na murawie, dysząc niemożliwie głośno.
prezerwatywa kleiła się do niego, ale nie była na pewno gorsza niż mokra plama, którą Fran zostawił na swoim brzuchu. mieli się do tego przykleić jeszcze tej samej nocy – czuł to wyraźnie.
– krótka przerwa i rewanż? – spytał Luis.
– podoba mi się ta propozycja. idę spać, ale w razie czego skontaktuj się z moim agentem – powiedział.
Luis zaczął się śmiać tak cudownie głośno. i kiedy Fran zasypiał, ten jeden raz nie bał się, że obudzi się z ramieniem porysowanym pisakiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz