czwartek, 13 lipca 2017

7

nie wiedział nawet kiedy zrobiło się tak późno, ale mógł przysiąc, że w jednej chwili obgadywali siostry Luisa, a w drugiej Suárez spoglądał na zegarek z niedowierzaniem. ktoś wyszedł z szatni parokrotnie, ale nie kazał im się zbierać, złorzecząc. Mateo nie był pewien kto pilnował stadionu, kiedy nie rozgrywano meczy, ale przecież każdy budynek miał swojego woźnego.
– czyli to ostatnia chwila, kiedy mogę nasikać na murawę? – upewnił się.
Luis objął go ramieniem tak mocno, że nie miał wątpliwości, że nie udałoby mu się wyrwać.
– tylko żartowałem – prychnął Joey. – poza tym Daniel twierdzi, że na pierwszych randkach powinno się robić dobre wrażenie.
– czyli sikanie na naszą murawę zostawiasz sobie na kiedy dokładnie? – spytał podejrzliwie Suárez.
– na piątą rocznicę ślubu – odparł, nie tracąc nawet chwili i Luis roześmiał się dźwięcznie.
może był odrobinę zakochany, ale nie zamierzał się do tego przyznawać. i to wspomnienie o ślubie niekoniecznie było żartem. jego jajniki zaciskały się ilekroć Luis wydawał z siebie ten niebiański dźwięk. facet kategorycznie powinien częściej się śmiać i zamierzał nad tym pracować. i częściej grozić obsikaniem własności Barcy, skoro to oznaczało, że będzie przytulany i obejmowany.




nie kopał piłką długo, ale zdążyli się zgrzać. i normalnie, kiedy Daniel wracał po treningu, śmierdział niemożliwie, ale Luis pachniał po prostu ciepłem. i Mateo nie był pewien czy to woda kolońska, ale najchętniej zbadałby tę woń bliżej. wciskanie jednak nosa w cudzy policzek czy kark wydawało mu się jednak nadal zbyt daleko posuniętym działaniem. musiał zostawić sobie coś na później.
Luis spoglądał na niego tymi swoimi o wiele zbyt ładnymi oczami. i ta sytuacja nagle przestała mu się wydawać realna.
– naprawdę mam nadzieję, że nie jestem w śpiączce – powiedział.
Suárez zamrugał, jakby nie nadążał za nim. a potem wzrok mężczyzny padł na jego usta. Mateo nie był pewien dlaczego w ogóle jeszcze się na siebie gapią.
– będziemy się teraz całować? – upewnił się.
i Luis zaczął się śmiać w głos.
– nie, poważnie. nie wiem jaki tutaj jest protokół. kto całuje kogo?  Luis, no poważnie – jęknął, a potem po prostu stanął na palcach – bo ten pieprzony Katalończyk był zbyt wysoki – i złączył ich usta razem, ponieważ Suárez prawie że dostał czkawki od śmiechu.
przez chwilę nic się nie działo i pewnie powinien był zamknąć oczy. Luis jednak uśmiechał się do niego nawet nimi, jeśli to miało jakiś sens. i Mateo zamrugał, a potem rozchylił usta, dziwiąc się trochę, że to było takie łatwe i bezproblemowe. pewnie powinien był się spodziewać, że coś schrzani. nie wiedział dokładnie który z nich stracił równowagę. za bardzo był zajęty rozsuwaniem ust. poza tym ten zarost na policzkach, który czuł pod palcami był po prostu rozpraszający.
kiedy zorientował się co się dzieje, byli w zasadzie w połowie drogi na trawnik i instynktownie złapał się koszulki Luisa, lądując na mężczyźnie nie aż tak miękko jak chciałby. cholerni sportowcy jednak nie mieli zbyt wiele tłuszczu w organizmach, co pewnie doceniłby, gdyby Suárez nie miał na sobie ubrania. i gdyby aktualnie nie wywracali się jak para idiotów, którymi byli. a ponieważ świat go nienawidził oczywiście musiał trafić swoim czołem w głowę Luisa, co bolało jak jasna cholera.
– Daniel mnie zabije – jęknął, masując skórę. – uszkodziłem zawodnika Barcy.
Luis prychnął, przyciągając go do siebie bliżej.
– nic mi nie jest – poinformował go mężczyzna.
– jeszcze gorzej! mój klub mnie wyrzuci! miałem szansę uszkodzić zawodnika Barcy i się nie udało! – krzyknął z udawaną rozpaczą.
– dupek – prychnął Luis.













Mateo zerknął w stronę drzwi akademika, a potem z powrotem na Luisa, który przyglądał mu się ciekawie.
– jeśli jeszcze raz spytasz czy będziemy się całować… – zaczął Suárez i pewnie miało to brzmieć jak groźba, ale uśmiechał się do niego wystawiając na widok publiczny te królicze ząbki.
Mateo nie miał pojęcia dlaczego jeszcze tak niedawno stresował się tym spotkaniem. Luis był w tym równie fatalny jak on. i był pewien, że ten wcześniejszy upadek był winą Suáreza. to Luis w końcu przyciągał go do siebie. miał teraz sporej wielkości guza i nie miał pojęcia jak wyjaśnić zarówno obecność ran jak i kwiatów.
– masz ochotę na kawę? – spytał trochę lamersko i wyszczerzył się, nie ukrywając nawet, że to było słabe.
– tak na pierwszej randce? – prychnął Luis.
– chyba nie doceniasz akademików. mój współlokator na pewno jest już w naszym pokoju – poinformował go i był trochę zaskoczony, kiedy Luis niemal od razu wyłączył silnik samochodu, jakby on też faktycznie nie chciał jeszcze kończyć ich spotkania.
przemykali na piętro pospiesznie i Suárez cały czas trzymał głowę lekko spuszczoną, kiedy mijali kolejnych studentów. Mateo pewnie powinien był o tym pomyśleć wcześniej w jego głowie jednak Luis był z Barcy, a to się wykluczało ze sławą. kto zdrowy na umyśle chciałby autograf Barcy!
wsunęli się do pokoju bez pukania i Daniel poderwał się na równe, patrząc w szoku najpierw na kwiaty, a dopiero potem na niego. i Mateo wiedział dokładnie, kiedy wzrok Hernandeza spoczął na ich gościu, bo oczy jego przyjaciela zrobiły się komicznie wielkie.
– uhm – wyrwało się Danielowi. – Panie Suárez - powiedział.
– Daniel, to tylko Barca – prychnął.
Hernandez spojrzał na niego z mieszanką paniki i oburzenia.
– zamknij się, Martinez – syknął jego przyjaciel, jakby naprawdę miał nadzieję, że Luis stojąc dwa kroki od niego naprawdę go nie usłyszy. co gorsza Hernandez miał ten sztuczny uśmiech, który zawsze nosił na twarzy, kiedy się bardzo denerwował. – proszę na niego nie zwracać uwagi, panie Suárez. Mateo kompletnie nie zna się na sporcie. wiem, że mówił okropne rzeczy, ale on nie ma zielonego pojęcia o grze zawodników. i ma pan totalnie piękne nogi – dodał Daniel.
Luis zamrugał zaskoczony, a potem odchrząknął, jakby nie wiedział co z tą informacją zrobić. i spojrzał na Mateo, jakby szukał ratunku.
– znaczy… – zaczął Daniel, przechodząc w pełen tryb paniki. – nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało! nie są krzywe! facet wie, kiedy widzi krzywe nogi i na pewno pana nogi nie są krzywe!
– myślę, że… dziękuję? – zaryzykował Suárez. – i mam na imię Luis – dodał, wyciągając dłoń w stronę Hernandeza, który wyglądał przez chwilę tak, jakby doznał objawienia.
jego twarz rozświetlił szeroki uśmiech. Mateo nie zamierzał mu tego nigdy zapomnieć.
– to tylko Barca, na miłość boską – poinformował przyjaciela.
– zamknij się – wymruczał Hernandez pod nosem i chyba nadal udawali, że Luis tego nie słyszy. – to jest najwspanialszy dzień w moim życiu. to prawie tak, jakbym spotkał Adama Sandlera – wyjaśnił, a potem zaczerwienił się i odchrząknął. – znaczy nie, że jesteś moim Adamem pewnie Mateo, chociaż on wolałby pewnie jakiegoś z Atletico – zamotał się Daniel.– mam chłopaka, przysięgam – dodał w końcu pokonany.
Brwi Luisa znowu robiły to coś bardzo dziwnego, co Mateo chciał kiedyś nagrać na telefonie w celu przeprowadzenia głębszych badań. mogło się okazać, że były całkiem żywe i byłby pierwszym naukowcem, który odkrył życie w życiu. chociaż nie chciał dowiedzieć się, że brwi Luisa pasożytowały na nim niczym jemioła na topoli.
– długo razem mieszkacie? – zainteresował się Suárez.
– od początku studiów, ale znamy się od dzieciństwa – wyjaśnił Mateo i Luis skinął głową, jakby nie był w ogóle zaskoczony. – a co? - spytał podejrzliwie.
– wcześniej powiedziałeś, że chyba jesteś zaraźliwy – przypomniał mu Suárez. – chyba wiem o czym mówiłeś – dodał, spoglądając sugestywnie na Daniela.
– Mateo?! dlaczego on ma guza na środku czoła? - spytał nagle Hernandez.