piątek, 14 kwietnia 2017

1

Fran wpadł do baru i niemal od razu machnął do barmana, który wskazał mu tabliczkę z napisem osobom nieletnim alkoholu nie podajemy.
– nie zamierzam pić – ogłosił może trochę za głośno, bo kilka osób spojrzało na niego z rozbawieniem. – chcę sok, orzeszki i kanał sportowy – dodał i teraz na pewno usłyszał chichot. – spotkanie Barcelona – Atletico, dobry człowieku – ciągnął dalej niezrażony.
barman spojrzał na niego odrobinę zaskoczony i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Fran ponownie wtrącił:
– wiem, że było trzy dni temu, ale egzaminy! – krzyknął w emfazie. – nie znam wyniku, nie chcę znać wyniku, chcę tylko zobaczyć mecz – dodał.
mężczyzna uśmiechnął się ze zrozumieniem i w końcu włączył telewizor. w prawym górnym rogu widniała informacja, że to powtórka, ale Frana naprawdę to nie obchodziło. jedyne co mogło go w tej chwili uspokoić to zielony kolor boiska i dobrze znany dźwięk dopingu z trybun.
bynajmniej nie zamierzał się w tej chwili niczym przejmować.
– fan Barça? – spytał nagle mężczyzna zajmujący miejsce koło niego.
naciągnięta nisko czapka uniemożliwiała dokładne przyjrzenie się, ale nikt kto miał takie kości policzkowe nie mógł być brzydki.
– nie – odparł Fran nawet nie kryjąc obrzydzenia. – Atletico do boju! – krzyknął kompletnie ignorując nieprzyjazne spojrzenia.
nieznajomy zaśmiał się dźwięcznie, posyłając przyjemne dreszcze w dół ciała Frana. kończył chyba pierwsze piwo, bo nie czuć było od niego specyficznego zapachu.
– bo nie ma żadnej rywalizacji. Barca nie stanowi dla Atletico żadnej konkurencji, co zresztą pokazuje ten sezon. – odparł butnie Fran, wcale a wcale nie zauważając, że uśmiech mężczyzny jest po prostu olśniewający.
– nie oglądałeś jeszcze meczu. – przypomniał mu nieznajomy.
– nie spoileruj. jestem przekonany, że Griezmann nie wycisnął nic ponad to co da się wycisnąć z tych katalońskich skórkowańców, a to o wiele za mało jak na Atletico. – ciągnął dalej Fran.
Neymar krzyczał coś do stojącego na bramce Stegena, ale było już za późno. Fran wyrzucił w górę ramiona, skandując jak szalony wraz z tłumem.
– ci katalońscy skórkowańcy przynajmniej nie zmieniali trzydzieści razy nazwy – odezwał się nagle mężczyzna.
– dziewięć i tylko z powodu zmiany właściciela. zresztą mamy historię bogatszą o osiemdziesiąt lat – bronił się Fran, zerkając na rozgrywkę.
barman postawił w końcu przed nim zamówiony sok, chociaż ewidentnie nie wyglądał na zadowolonego. ludzie wokół zwracali na niego za bardzo uwagę, więc przysiągł sobie w duchu, że będzie się zachowywał ciszej. przynajmniej dopóki Torres nie przejmie piłki. wtedy nic i nikt nie mógł go powstrzymać.
– nie powinieneś tu w ogóle siedzieć, dzieciaku – przypomniał mu barman.
– to tylko mecz – jęknął Fran.
– jest ze mną – wtrącił w tej samej chwili nieznajomy.
Fran zerknął na mężczyznę podejrzliwie, a potem na swój sok.
– myślisz, że mógłbym ci tam czegoś dosypać? – spytał mężczyzna retorycznie. – uwierz mi, ale gdybym chciał mieć kogoś w łóżku, pstryknąłbym palcami – dodał całkiem poważnie.
i chociaż Fran miał ochotę powiedzieć, że facet jest trochę zbyt pewny siebie, musiał przyznać mu w duchu rację. takich kości policzkowych nie spotyka się codziennie.zresztą nie tylko one robiły wrażenie. mężczyzna wyglądał na wysportowanego i raczej nie grał w golfa. szara koszulka opinała przyjemnie szerokie barki, uwydatniając tylko ich kształt.
– zawsze staram się o sobie dobrze myśleć – odparł Fran i naprawdę miało to zabrzmieć jak żart, ale najwyraźniej mu nie wyszło, bo mężczyzna obrócił się do niego niemal natychmiast.
– nie o to mi chodziło. jesteś… – urwał nagle. – nie jesteś kimś kogo człowiek spodziewa się w barcelońskim barze. w Madrycie nie było żadnej szkoły, która cię interesowała? – spytał, zmieniając temat.
i chyba dobrze, bo Carrasco wybił piłkę poza boisko, co oznaczało tylko kłopoty. Barca w jednej minucie zdobyła bramkę i Fran miał ochotę jęknąć, ale powstrzymał się.
– dlaczego miałbym uczyć się w Madrycie? jestem z Barcelony – odparł ewidentnie zaskakując mężczyznę.
– i nie kibicujesz drużynie domowej?! – spytał z niedowierzaniem facet.
Fran wzruszył ramionami.
– myślisz, że zauważyli? – spytał, nachylając się w stronę mężczyzny tak, jakby chciał zdradzić mu sekret.
sądził, że nieznajomy doda coś jeszcze. może zrobi mu wykład na temat lojalności względem miasta albo coś w tym stylu, ale mężczyzna roześmiał się szczerze rozbawiony.
– jesteś… jesteś niesamowity – odparł nieznajomy, biorąc kolejny łyk piwa.
– jestem Fran – przedstawił się, korzystając z szansy i zobaczył jak mężczyzna ewidentnie się waha. – nie musisz… – zaczął.
– jestem Al. dla przyjaciół – dodał mężczyzna, wyciągając w jego stronę sporą dłoń.
Fran uścisnął ją bez zbytniej zwłoki i uśmiechnął się krzywo.
– fan Barcy? – spytał tak jak Al wcześniej.
– w zasadzie nie przepadam za footballem – wzruszył ramionami mężczyzna.
– to herezja, ale wiem, że kłamiesz. za dużo o tym wiesz – stwierdził Fran bez żenady.
Al nie zaprzeczył, ale wydawał się przyjemnie zaskoczony. jakby Fran faktycznie zadziwiał go bardziej i bardziej z każdą minutą.
– powiedzmy, że znam się na Barcelonie – zaczął z ociąganiem mężczyzna. – nie bardzo lubię jednak o tym mówić, bo to część mojej pracy, a teraz mam wolne – stwierdził. – zresztą trudno się rozmawia z kimś kto jest tak wrogo nastawiony – dodał z lekkim uśmiechem.
– hej! jestem obiektywny! umiem też powiedzieć wiele dobrego o Barcelonie – oburzył się chłopak.
– naprawdę? – zdziwił się nieszczerze Al.
– mają świetne tyłki – wypalił chłopak.
mężczyzna roześmiał się znowu, zakrywając ręką usta i Fran naprawdę miał ochotę ściągnąć mu tę czapkę. i zabrać dłoń, żeby ponownie zobaczyć ten cudowny uśmiech. Al miał trochę zabawne zęby. równe, białe i prawie, że królicze.
– i to jest twoje ‘wiele dobrego o Barcelonie’? – spytał mężczyzna rozbawiony.
– jest ich tam dwudziestu dwóch. to wiele naprawdę świetnych pośladków – zaznaczył Fran, siląc się na powagę.
Al przez chwilę sączył w ciszy piwo, zerkając od czasu do czasu na ekran, chociaż ewidentnie oglądał już mecz. na boisko wszedł za Turana, Luis Suárez, rozgrzewając mięśnie. tłum skandował jego imię, chociaż piłkarz wydawał się w pełni skupiony na swoim zadaniu.
– no dobra. znaj moją dobrą wolę – zaczął Fran. – Luis Suárez i Gerard Pique na ten przykład nie mają tylko świetnych mięśni – zażartował.
mężczyzn spiął się koło niego, jakby oczekiwał jakiegoś haczyka, ale Fran tym razem nie miał żadnego.
– wydają się cudownymi ludźmi prywatnie. z tym całym pomaganiem ofiarą przemocy domowej. jeśli faktycznie jest coś dobrego w Barcelonie to właśnie oni – powiedział całkiem poważnie chłopak.
mężczyzna spoglądał przez chwilę na niego najwyraźniej oszołomiony, ale po chwili się opanował i uśmiechnął krzywo.
– ale wciąż nic na temat gry – droczył się Al.
– kogo na boga obchodzi jak gra Barca?! – spytał Fran z szerokim uśmiechem.
– ciebie na pewno powinno, bo twoja drużyna właśnie przegrywa – zauważył całkiem poważnie mężczyzna.
faktycznie Atletico nie szło najlepiej, ale ewidentnie nie była to wina zaangażowania drużyny. cholerny Luis Suárez naprawdę szybko biegał, więc zaliczył kolejną bramkę dla Barcy. Fran jednak nie był zawistny. potrafił docenić dobrą grę.
– ma krzywe nogi. z całej drużyny on ma najgorsze nogi – mruknął.
Al roześmiał się.
– bardzo profesjonalna opinia – stwierdził mężczyzna,  podnosząc piwo do ust, po czym zamarł, gdy spojrzał przypadkowo na zegar wiszący nad barem. –cholera – warknął, wyciągając gotówkę z portfela. – jestem bardzo spóźniony – dodał, jakby to nie było dostatecznie czytelne.
Al zsunął się ze swojego krzesła, zabierając przy okazji kurtkę, a potem zamarł w pół ruchu, zerkając niepewnie na Frana, który obserwował go cierpliwie.
– słuchaj – zaczął, ale urwał najwyraźniej zastanawiając się nad czymś głębiej. – normalnie tego nie robię, ale zostawię ci mój numer i, jeśli będziesz chciał… – urwał sugestywnie, wypisując na podkładce barowej szereg cyfr.
– pogadać o nożnej? – spytał Fran nie mogąc się powstrzymać i Al uśmiechnął się krzywo.
-- porozmawiać o nożnej – podchwycił mężczyzna. – zadzwoń. może się zdarzyć, że akurat będę przelotem w mieście – dodał po czym zerknął na ekran telewizora. – Messi zaliczy jeszcze jedną bramkę w tym spotkaniu – rzucił,  uśmiechając się wrednie.
– hej! – zaprotestował Fran, ale mężczyzna już wychodził.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz